piątek, 7 listopada 2014

Ally McClay


Ally McClay

muzyka:
 https://www.youtube.com/watch?v=JK-uHS8nGiE

Piątek 13. Najgorszy dzień w moim życiu. Byłam z nim przez dwa lata a on ot tak mnie rzuca? Ha!  Zmieniłam się? A kto w dzisiejszych czasach się nie zmienia?! Okay, może czasami czuję się dziwnie, odłączam się od rzeczywistości. Ale to chyba nie powód żeby od razu zrywać. Czasem mówię sama do siebie. Kto tego nie robi? Pokażcie mi jedną osobę w tym zasranym klubie, która chociaż raz nie gadała sama ze sobą. Może zaczęłam więcej pić, możliwe, że więcej imprezuje. Jestem młoda, chce brać z życia jak najwięcej. Co to za argumenty?! Jak mój własny chłopak, najważniejsza osoba w moim życiu, mogła mi powiedzieć "powinnaś iść na leczenie". Jakie leczenie?! Słaba wymówka. Zostałam sama. Kilka miesięcy temu był by ze mną rój przyjaciółek starających się pocieszyć. Nie tym razem. Podobno stałam się suką. Chyba muszę być niezła, skoro własna rodzina zaczyna się mnie wypierać. Przecież nie będę nikogo prosiła o miłość.
Spojrzałam na zegarek, mocno po drugiej a w klubie nadal jest pełno ludzi. Wzięłam łyk ulubionego drinka i rozejrzałam się. Żałośni młodzi ludzie tańczący na parkiecie, którzy myślą, że przeżyją swoje życie jak najlepiej, za nic mają sobie moją osobę. Jednak mój wzrok zatrzymał się na dziwnym, czerwonowłosym chłopaku opierającym się o ścianę obok ubikacji. Wyglądał na bardzo spokojnego. Miał na sobie czarny płaszcz sięgający mu prawie do kostek i masywne glany w tym samym kolorze. Spojrzał na mnie przekrzywiając głową na bok, przymrużył oczy. Jednym ruchem wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jeden z nich wciąż nie odrywając ode mnie wzroku. Im dłużej widziałam jego oczy tym bardziej mnie przerażały. Odwróciłam się w stronę barmana i poprosiłam o kolejny alkohol. "Uważaj...Uważaj Ally...On tu jest" potrząsnęłam głową "Jest blisko Ally"  zakryłam uszy rękoma starając się ignorować szepty, które znowu nawiedziły moją głowę. To zmęczenie, nerwy i ta głośna, dudniąca, nieznośna klubowa muzyka. Muszę odpocząć i nawalić się najlepiej jak tylko potrafię.
-Mohito? - usłyszałam. Zmarszczyłam brwi myśląc, że to znów moja psychika - Ja zawsze biorę Krwawą Merry, nie dlatego, że mi smakuje. Ma obłędną nazwę - gwałtownie odwróciłam głowę dostrzegając czerwonowłosego, który zajął miejsce obok mnie. Trzymał w ręku kieliszek -  Zdrowie - wypił całą zawartość bez jakiegokolwiek skrzywienia.
-Pasuje ci do włosów - powiedziałam wskazując na jego bujną czuprynę.
-Uznam to za komplement - odpalił kolejnego papierosa.
-Proszę pana, tu się nie pali - zwrócił uwagę barman.
-Mam to w dupie - przekręcił się na krześle bardziej w moją stronę, przyglądając się dokładnie mojej twarzy. Lustrowaliśmy się dość długą chwilę a twarz chłopaka pozostawała niewzruszona - Wiem, że je słyszysz. To widać.
-Niby co?
-One są z nami od zawsze. Są z nami wszystkimi, ale tylko nieliczni mają ten zaszczyt je słyszeć.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz.
-Daj spokój. Nie powiesz mi chyba, że usprawiedliwiasz je sobie zmęczeniem czy innym pierdoleniem - zaciągnął się papierosem - uznaj to jako wyróżnienie. Jesteśmy wyjątkowi.
-Jestem tak wyjątkowa, że zostawili mnie wszyscy bliscy mówiąc, że mnie pojebało. W sumie, odpieprz się i daj mi pić w spokoju.
-Oni nas nie akceptują dlatego powinniśmy się trzymać razem - podsunął mi karteczkę z numerem telefonu - kiedy już to zrozumiesz, zadzwoń pod ten numer i pytaj o Michaela. Do zobaczenia wkrótce - wstał kładąc rękę na moim ramieniu - Ally
Jego ostatnie słowo obijało się w mojej głowie niczym echo. Skąd on zna moje imię a co ważniejsze... Skąd wie, że słyszę głosy? Dopiłam szybko drinka i czym prędzej wyszłam z klubu. Na zewnątrz panowała kompletna ciemność. Nikt nie szedł ulicami miasta a latarnie, o dziwo - nie świeciły się.
Wszystkie moje dolegliwości wyjątkowo się nasiliły. Szum w głowie był nie do zniesienia. Czułam czyjąś obecność a nogi ciągle mi się plątały. Nerwowo rozglądałam się na boki nie zwalniając tępa. Nagle dostrzegłam światło dochodzące z jednej z bocznych alejek. Ruszyłam w jego kierunku. Pulsowało w różnych kolorach; od bieli do niebieskiego. Zwolniłam krok. "Dalej...Dalej"  zawahałam się "Ally dasz rade, nie bój się nas" złapałam się za głowę "Nikt nie chce twojego dobra. Skończ z nimi. Śmierć to jedyne dobre rozwiązanie...Zabij się...Dalej Ally". Wplotłam palce we włosy zaciskając je tak mocno, że prawdopodobnie na skórze głowy zostaną ślady. Dyszałam z nerwów gdy nagle białe światło zaczęło pędzić w moim kierunku, rozpryskując się przed moją twarzą w nicość. Szłam dalej nie mając innego wyboru. Ręką podpierałam się ściany, mając nadzieję, że jakkolwiek mi pomoże. "Odwróć się Ally, tutaj jestem" odwróciłam głowę wykonując polecenia mojej psychiki. Dostrzegłam biały cień lewitujący nad ziemią. Patrzyłam na niego z przerażeniem, gdy nagle z jego wnętrza wydobył się przeraźliwy pisk. Zatkałam uszy, krzycząc i wyrywając kępkę blond włosów z mojej głowy. Skuliłam się pod ścianą. Na próżno bo chwilę później usłyszałam łańcuch ciągnący po ziemi. Zerwałam się biegnąc w stronę głównej ulicy miasta. Gdy udało mi się wydostać z alejki, ku mojemu zdziwieniu wszystko wróciło do normy. Latarnie się świeciły, pijani ludzie jak zawsze błąkali się chodnikami.
-Co się ze mną kurwa dzieje - szepnęłam do siebie wciąż dysząc.
Po 15 minutowym pędzie w końcu udało mi się dotrzeć do domu. Otworzyłam drzwi wejściowe ledwo trafiając do zamka.
-Dom to nie hotel młoda damo. Jeżeli CI to nie odpowiada, możesz się wyprowadzić - powiedział ojciec z założonymi rękami. Głupi gbur bez serca. Zresztą czego się spodziewać po chirurgu, którego całymi dniami nie ma w domu?
-Ha, i kto to mówi - rzuciłam chłodno ściągając z nóg czarne botki
-Chyba nie tak cie wychowałem Ally. Co to za makijaż, co to za ubranie?! Od kiedy stałaś się kobietą lekkich obyczajów? Brad'owi to nie przeszkadza? - Krzyczał na mnie
-Oh więc tym razem nazywasz mnie dziwką? Brawo!
-Nie wyrażaj się! - wtrąciła się mama
-Uspokój się bo twoje nędzne zdanie nic tu kurwa nie zmienia - powiedziałam do niskiej kobiety - A ty, nie dołożyłeś ręki do mojego wychowania bo cie ciągle nie ma. Wszystko jest ważniejsze niż my. Jeden zasrany telefon a ty lecisz do tego swojego szpitala ratując wszystkich, oprócz nas - spojrzałam mu w oczy - wiesz co? Jesteś dla mnie zwykłym chujem - odwróciłam się do niego plecami wchodząc po schodach do swojego pokoju - tak dla jasności, Brad dziś ze mną zerwał więc mogę się jebać z kim chcę. Buziaki - dorzuciłam i zamknęłam się w swoim pokoju. Moja samotność nie potrwała długo ponieważ chyba zbytnio rozwścieczyłam ojca.
-Rano jedziesz na leczenie. Jesteś wariatką! - rzucił we mnie torbą podróżną - pakuj się. O godzinie ósmej widzę cię umytą i naszykowaną - kipiał złością. "Powiedz mu Ally...Powiedz mu" wróciły, tym razem jakby wyraźniejsze. Przymknęłam oczy. "Zabij siebie albo ich...Wybieraj Ally" Zacisnęłam ręce w pieści.
-Spierdalaj stąd - powiedziałam przez zaciśnięte zęby - wyjdź z mojego pokoju.
-Ja tu dyktuje warunki dziwko - ugryzł się w język dla było już za późno.
-Jak mnie nazwałeś - wstałam - Powtórz proszę bo nie dosłyszałam - zbliżyłam się - Gówno o mnie wiesz bo mnie nie znasz! - pchnęłam go i splunęłam na jego twarz.
-Wynoś się
-Co?
-Wynoś się kurwa z tego domu. Nie chcę cię widzieć tu na oczy. Wstyd mi, że nosisz moje nazwisko
-Wsadź je sobie w dupe - chwyciłam czarną ramoneskę i zbiegłam schodami na dół
-Ally gdzie idziesz, córciu jest bardzo późno - mama starała się mnie zatrzymać ale na próżno
-Zapytaj swojego kochanego męża - ostatni raz spojrzałam na przerażoną twarz matki i trzasnęłam drzwiami.
Nie wiem czy opuszczenie domu było dobrym rozwiązaniem. Wiem tylko, że nie chcę mieć nic wspólnego z ojcem. Chcę go zapomnieć, chcę żeby cierpiał tak jak ja. Chcę żeby wszyscy czuli to co ja, żeby było im tak samo ciężko. W kieszeni niechcący znalazłam białą karteczkę z numerem telefonu. "Zadzwoń...Zadzwoń...On wie co czujesz...Oni wszyscy wiedzą" Nie potrafię ich ignorować..
-Michael? - zapytałam gdy po dosłownie dwóch sygnałach usłyszałam, że ktoś podniósł słuchawkę.
-Zayn miał rację. Witaj Ally. Chcesz być naszą szczęśliwą siódemką?
-Tak - powiedziałam bez zastanowienia.
___
Mamy pierwszy rozdział. Nie chcę się rozpisywać więc napiszę tylko, że rozdziały mogą być dodawane nieregularnie. Głównie ze względu na brak czasu - szkoła. Do tego zgromadzenie potrzebnych materiałów, napisanie treści rozdziałów, dobranie muzyki... Nie jest łatwym zadaniem. Bohaterów będziecie poznawać w miarę dodawanych rozdziałów więc... Nigdy nie wiadomo kto się pojawi. Możemy was zaskoczyć.
Miłego czytania.